Cień zabójcy

Nowy produkt

Cień zabójcy – powieść (14,8/21 oprawa miękka – połysk,  wersja klejona, 300 s., opracowanie, skład, projekt okładki – Krystyna Wajda, zdjęcie i opracowanie graficzne zdjęcia na okładce- Mariusz Pikulski, druk PRINT GROUP Sp. z o.o. Szczecin, wydawnictwo KryWaj Krystyna Wajda, Koszalin 2019, ISBN 9788366188334).

Więcej szczegółów

30,00 zł

Opis

Ilość stron 300
Format 14,8/21
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

„Cień zabójcy” – dziesiąta z kolei pozycja książkowa Bogusława Janiczaka – poety, prozaika z Darłowa. Jest to zarazem piąta powieść w literackim dorobku autora. Powieść z gatunku kryminału liczy 300 stron. Całość podzielona została na 24 rozdziały. Akcja książki już od pierwszych stron trzyma czytelnika w napięciu. Zaskoczeniem jest trudne do odgadnięcia zakończenie książki.
W kilku zdaniach o tym co w treści powieści: Pożar szpitala dla psychicznie i nerwowo chorych. Są ofiary śmiertelne. Lokalne służby próbują opanować sytuację i ustalić przyczynę nocnego zdarzenia, które na długo pozostanie w pamięci mieszkańców Wojnowa. Na miejscu wypadku pośród zgromadzonych jest także Piotr Jakowicz, emerytowany policjant zatrudniony w lokalnej gazecie, gdzie dorabia do emerytury, jako dziennikarz śledczy. Niewyjaśnione okoliczności pożaru są początkiem zdarzeń, w wyniku których raz po raz pojawiają się nowe ofiary. Jakowicz postanawia napisać obszerny artykuł związany z tymi epizodami i prowadzi własne śledztwo. Próbując dociekać prawdy wykorzystuje dawne układy i znajomości. Z determinacją podąża tropami mordercy, który natchniony światłem księżyca, niczym cień nie pozostawia śladów.


Fragment

… - Wiem, kim jesteś. To ty jesteś Tabarys. Pokaż mi swoją twarz. Pokaż mi swoją twarz!
     Tamten powoli podniósł głowę i podszedł do niego. Wtedy Jakowicz z przerażeniem zauważył, że ten kto stoi przed nim nie ma twarzy. Tam gdzie powinna być twarz, była tylko jasna plama.  To, co zobaczył tak go przeraziło, że z krzykiem rzucił się do ucieczki. Ale zanim ubiegł kilka kroków, nieznajomy już stał mu naprzeciw, jakby przemieścił się w jakiś niewytłumaczony sposób. Jakowicz zatrzymał się, ciężko oddychając. Tamten powoli ruszył w jego stronę. I wtedy Jakowicz z przerażeniem zauważył, że on ma w rękach duży, rzeźnicki nóż. Zaczął się cofać, aż w końcu natrafił plecami na jakąś przeszkodę. Kiedy się obejrzał, zobaczył za sobą cmentarny mur. Zrozumiał, że już ma niewielkie szanse ucieczki. Tymczasem nieznajomy zbliżał się powoli do niego, jak wąż do królika. Wtedy tuman mgły na chwilę się rozchylił i spomiędzy chmur wyjrzał księżyc. To mu się od razu skojarzyło – „śmierć w blasku księżyca”…