Zawirowania Zobacz większe

Zawirowania

Nowy produkt

– powieść (literatura kobieca) 12,1/19,5, skrzydełka, oprawa miękka – mat., s. 272, redakcja: Marzena Miśkiewicz, skład: Krzysztof Radziszewski, korekta: Paulina Szymkowiak, okładka: Seweryn Swacha, obraz na okładce: Jacek Juriewicz, zdjęcie autorki: Natalia Horodko, druk i oprawa: Elpil, wydawnictwo Novae Res Gdynia 2017, ISBN 9788380837584

Więcej szczegółów

29,00 zł

Opis

Ilość stron 270
Format 12/19,5
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

„Zawirowania" – debiut prozatorski Krystyny Wajdy, to książka o kondycji współczesnej rodziny, rozluźnieniu więzi, braku lojalności i dylematach moralnych. Autorka utwierdza nas w przekonaniu, że wszystko w życiu ma swoją cenę, a kompromis jest składową jej wartości. I chyba najważniejsze – jest to opowieść o niezwykle silnych kobietach, które z godnością podejmują wyzwania jakie stawia im los. Polecam. Beata Wieszczycka


Fragment:

     W dyżurce pielęgniarek zasygnalizowała, że na chwilę wychodzi na zewnątrz. Ciężkim krokiem zeszła po schodach i wyszła na dziedziniec szpitala. Pod wpływem rześkiego powietrza poczuła chwilowy przypływ wytchnienia. W telefonie odszukała kontakt do Mikołaja, głęboko westchnęła i nacisnęła przycisk z zieloną słuchawką.
– Tak…? – usłyszała po drugiej stronie.
Wyczuła zdziwienie w jego głosie. Przez moment zawahała się, nie będąc pewna, czy da radę uwolnić głos ze swojej krtani.
– Marleno! To ty? – próbował się upewnić, nie usłyszawszy nikogo.
Marlenie nie było łatwo. Dźwięk jego głosu obudził wspomnienia. Nadal go kochała.
– Tak, to ja. Może mnie znienawidzisz… – powiedziała w końcu, nadal z trudem łapiąc oddech.
– Co się stało? – zapytał wyważonym głosem.
– Nasz syn jest umierający. Potrzebuję pomocy, mógłbyś przyjechać…? – wydusiła z siebie.
– Nasz syn…? Nie rozumiem…
– Urodziłam bliźnięta, dwóch chłopców…
Po drugiej stronie przez krótką chwilę zapanowała cisza.
– Przyjadę najszybciej, jak tylko będę mógł – odpowiedział zdecydowanym głosem, nie pytając o szczegóły.
Mikołaj wiedział, że to nie jest czas na zadawanie zbędnych pytań. Była mu za to niezmiernie wdzięczna. Nie miała siły na wyjaśnianie czegokolwiek. Nie teraz. Poza tym wiedziała, że nie wytrzyma emocjonalnie i rozpłacze się do słuchawki. Ciężar stawał się nie do udźwignięcia.
– Dziękuję! – poczuła ulgę.
– Dziękuję, że zadzwoniłaś.
– Muszę wracać… – powiedziała i rozłączyła się.
     Szła powoli w stronę schodów prowadzących do drzwi wejściowych szpitala. Przed drzwiami zatrzymała się na moment, odetchnęła głębiej, by na zapas zaczerpnąć przyjemnego, wiosennego powietrza. Próbowała łapać energię na potem. Wiedziała, że będzie potrzebowała jej dużych zasobów. Dodatkowo poczuła ulgę, że Mikołaj już wie. Wcześniej układane w głowie dialogi rozmowy z nim legły powalone scenariuszem losu. Wróciła do maleńkiej sali, stanęła przy inkubatorze, w którym leżał bezbronny i blady synek. Myślami powróciła do poprzedniego, radośnie spędzonego dnia nad brzegiem jeziora. Niby tylko jeden dzień, a tak wiele się wydarzyło. Chwilami nie docierało do niej, że to dzieje się naprawdę. Ile by dała, aby okazało się to tylko snem. Stojąc, poczuła nagle czyjś dotyk na ramionach. Gwałtownie wzdrygnęła się i odwróciła.
– Ty tutaj…? – zapytała zdziwiona.
– Musiałem przyjechać – odpowiedział, przytuliwszy ją.
Dla Marleny był to przyjacielski gest, którego tak bardzo teraz potrzebowała. Potrzebowała wsparcia, aby nadal być silną. Dla Roberta było to coś, o czym marzył od początku ich znajomości. Czuł jej zapach, czuł jej ciało tak blisko. Marzył, aby ta chwila trwała i trwała w nieskończoność. Stali tak oboje, nie mówiąc nic. Marlena, poczuwszy podatny grunt, była bliska płaczu. Miała ochotę wypłakać mu się w rękaw, jednak powstrzymała łzy.