Smak chleba

Nowy produkt

- proza (14,8/21 oprawa miękka – mat, s. 104, opracowanie, skład, projekt okładki: Krystyna Wajda, obraz na okładce pt. „Tęsknota”: Grażyna Lemmens Wasilewska Glaza, druk GS Media Wrocław, wydawnictwo KryWaj Krystyna Wajda, Koszalin 2017, ISBN 9788365651389


Więcej szczegółów

Ten produkt nie występuje już w magazynie

20,00 zł

Opis

Ilość stron 104
Format 14,8/21
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

"Smak chleba" Służące XX i XXI wieku – zbiór opowiadań. Kolejna książka w dorobku twórczym autorki – Polki mieszkającej w Holandii. Jest to zbiór niezwykłych historii Polek i Polaków, którzy chcąc polepszyć sobie poziom życia w kraju zasmakowali pracy poza granicami ojczystej.

„W ojczyźnie już nie nasza…
W innym kraju, nigdy nie będziesz ich…
Zawsze będziesz już dla wszystkich obca.”

Tymi słowami zaczyna się słowo wstępne do książki napisane przez autorkę.

Fragment jednego z opowiadań: Holandia – Julian

     Szef okazał się człowiekiem, który po trupach idzie do przodu nie licząc się z ludźmi. Oby tylko jak najwięcej Polaków czy innych cudzoziemców wykorzystać. Aby płacić jak najmniej zaniżał godziny pracy. Zrywał nas wcześnie rano, pokrzykiwał przy tym, a właściwie, to klął jak szewc, tylko w swoim języku. Nie rozumieliśmy dokładnie co mówi, ale z tonu, w jakim się wydzierał wiedzieliśmy, że jest zły. Zresztą, zawsze był zły. Nie mieszkaliśmy we wcześniejszych warunkach długo. Szef doszedł do wniosku, że za drogo za nas płaci. Zabrał nas do siebie i ulokował w hangarze, gdzie stały maszyny do pakowania sadzonek z ziemią w doniczki. Na górze było otwarte pomieszczenie, gdzie zmuszeni byliśmy zostawić swoje rzeczy. Takie warunki nam stworzyl, że wołały o pomstę do nieba. Nie było ani gdzie normalnie cokolwiek ugotować, ani gdzie po ludzku się w spokoju wykąpać czy poleżeć po pracy. A pranie, zakupy, jakiś relaks, to było dla panów, a nie dla służących. Nawet w niedzielę kazał hakać zielsko. Wtedy jednak wywoził nas na pola, które były pod lasem, daleko za wsiami, żebyśmy nie rzuca- li się w oczy ludziom, bo ktoś mógłby zameldować, gdzie trzeba. Na domiar wszystkiego nie było setek za nadgodziny i niedzielne prace. Czasami było tak gorąco, że można było zemdleć. Nie dał nawet wody do picia. A jak któregoś dnia jeden z nas zapytał, czy może dać nam rękawice, bo takie zielsko, pokrzywy i oset, że całe ręce poranione i poparzone, to tak sie wściekł, złapał całą garść ostu, skręcił w rękach, wsadził do ust i zagryzał tak, że mu zielony sok kapał po brodzie. Wyglądał strasznie, niczym wampir.